Polski kryminał osiedlowy, czyli o „Osiedlu marzeń” Chmielarza

„Wreszcie nadszedł czas, żeby zadać sobie dwa pytania, od których do teraz udawało mu się bardzo skutecznie uciekać. Pierwsze brzmiało: co zrobić z ciałem w wannie? Drugie, znacznie trudniejsze co zrobić z tymi trzema ciągle żywymi dupkami?”. A tych ciał w wannie może być więcej. Jest też leżące w kałuży krwi ciało Zuzanny   studentki wynajmującej jedno z mieszkań na warszawskim Osiedlu Zielone Marzenie. Nóż, który sterczy z ciała pozostawiła Switłana, Ukrainka zatrudniona na osiedlu do prac porządkowych. Praca na czarno, ale nie ma co narzekać. Tylko teraz trzeba gdzieś zwiać, by nikt jej o nic nie posądził. Co prawda osiedle Zielone Marzenie jest jednym z tych lepszych, prestiżowych, ale ochrona na szczęście wszędzie działa podobnie. I wszyscy mają coś do ukrycia.

Czytaj dalej

Tak jakby chciała dostać się do środka — „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”

„Pobiję ją, a potem spalę” —  mówił jeden z wychowanków Ośrodka Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. O sierocińcu mówi się jako o wylęgarni morderców, pedofilów, osób na zawsze naznaczonych piętnem przemocy. Trafiały tam dzieci z patologicznych rodzin, często upośledzone. Nie czekała na nie żadna profesjonalna pomoc medyczna, ani opieka psychologa. Przeciwnie — były bite, nieustannie karane i wykorzystywane seksualnie przez innych wychowanków. Siostry krzyczały, biły warzęchą, kijami, kluczami, czymkolwiek, co miały pod ręką. Znęcały się, wyśmiewały, zamykały w pokojach, nie pozwalając przez długie godziny korzystać z toalety. Dzieci myły się raz w tygodniu, tyle samo razy zmieniały bieliznę. Jeśli któryś z chłopców zmoczył w nocy prześcieradło, wachlował nim tak długo aż wyschło.

Czytaj dalej

Uwierz mi na słowo, czyli o „Farmie” Toma Roba Smitha

„W kącie leżały trolle, rzucone na stertę niczym trupy, straszliwie zniekształcone, przerżnięte na pół, z wyłupionymi oczami i uciętymi głowami, zmiażdżone i porąbane.” Trolle z bajek, które w dzieciństwie czytała mu matka nie były tak przerażające, jak te odnalezione w piwnicy. To jeszcze Szwecja. Smagane północnym wiatrem zimne farmy, niektóre kompletnie odcięte od świata. W oddali słychać szum Rzeki Łosia, w której od dawna nikt nie widział łosia — poza nią. 

Czytaj dalej

Ale ja nie zniknęłam, czyli „Zawsze ktoś patrzy” Joy Fielding

Nadal istnieją ludzie, którzy czują się tak bezpiecznie, że odsłaniają okna i zapalają światła po zachodzie słońca. Nie wiedzą, że ktoś prawdopodobnie ich obserwuje”. Ona też ich obserwowała. Nieustannie. Taką miała pracę. Nawet teraz, przyczaiwszy się w krzakach przeciętnego osiedla Miami wyciągnęła z torebki niewielką lornetkę, nieodłączny element jej roboczego wyposażenia. Lornetka, jak i czarne maskujące ubranie, dzięki któremu nikt jej nie zobaczy. Było już wystarczająco ciemno i mogła zacząć pracować. Ciemno na tyle, żeby nikt jej nie dostrzegł („zawsze ktoś patrzy”), ale i nie pomógł, gdy obcy mężczyzna, pachnący mentolową płukanką do ust, zajdzie ją od tyłu i zaatakuje.

Czytaj dalej